Jak uczyć klientów i partnerów poprzez doświadczenia produktu/usługi?

  • Czy musimy uczyć klientów naszych rozwiązań?
  • Czy wiedza sprzedaje?
  • Jak stworzyć efekt „wow” we współpracy z klientem?
jak uczyc dosw_tt.jpg

Roger Federer przekonuje, że w swojej mistrzowskiej karierze wygrał tylko około 54% piłek. Pozostałe były błędami przeciwników. W biznesie nadchodzi nowa era, gdzie zarówno my, jak i konkurencja możemy powtarzać wciąż te same, autowe uderzenia. Bo to co działało, już się nie sprawdza. Edukacja klientów i partnerów biznesowych wcześniej nie odgrywała tak dużej roli jak dzisiaj. Dlatego sprawdźmy, co możemy zmienić w swoim podejściu do innych, aby pokusić się jeśli nie o asa serwisowego, to chociaż o niezły forehand.

Edukacja? To nie szkoła!

Nie wiem, czy nie ryzykuję, używając słowa „edukacja” w kontekście sprzedaży. Oczywiście wszyscy jesteśmy zapewne zgodni, że wiedza merytoryczna (o produkcie, usłudze, procedurach) jest kluczowa w nawiązywaniu współpracy. Ale czy musimy uczyć klientów naszych rozwiązań? Zależy co rozumiemy pod słowem „edukacja” i szybko zaproponuję pewną rzecz: edukacja pochodzi od łacińskiego educare lub educere. W pierwszej formie tyczy się opieki i wychowania (to ostatnie znaczenie zapewne szczypie w oczy w kontekście biznesu). Druga forma wskazuje na coś ciekawego, bowiem ex – to „na zewnątrz”, a ducere – „prowadzić”. Czyli dosłownie „wyprowadzać na zewnątrz”. Tutaj już możemy się uśmiechnąć, bo aby pozyskać współpracę z kimś, najczęściej trzeba go „wyciągnąć” od konkurencji. Co więcej, aby doszło do nowej współpracy, klient powinien wyjść z obecnie dobrze znanych sobie przyzwyczajeń. Niech nas zatem przez biznes prowadzi ta myśl, że edukując dzisiaj klientów i partnerów biznesowych, dosłownie prowadzimy ich na nowe tory. Bo jak powiedział z kolei Epiktet – „niemożliwe jest nauczyć się tego, co się uważa za już znane”, a brytyjska pisarka i zdobywczyni Nagrody Nobla z literatury, Doris Lessing dodaje: „Uczenie się polega na tym, że nagle rozumiesz coś, co znałeś całe życie, ale w nowy sposób”. Jeśli zależy nam na wyrwaniu klienta z obecnych schematów lub stworzeniu efektu „wow” we współpracy, to zapraszam do dalszego czytania – poruszymy temat edukowania klientów przez doświadczanie, czego nie robi zdecydowana większość naszej konkurencji.

Wszyscy o tym (tylko) mówią...

Roger Bohn i James Short w latach 2009–2010 prowadzili badania na temat tego, ile dziennie dociera do nas słów. Liczyli wszystko: prasę, maile, rozmowy, radio itd. Okazało się, że dziennie uderza w nas ponad 100 tysięcy(!) słów1. Warto zwrócić jeszcze uwagę, że z tej puli człowiek jest w stanie w trakcie dnia wymówić ok. 13 tysięcy słów, a przyswoić i zapamiętać jeszcze mniej. Przez to wiele informacji jest zapominanych i pomijanych. Innymi słowy (określenie użyte celowo) większość zwrotów jest dla nas i naszych klientów bez większego znaczenia.

Prowadziłem projekty w branży FMCG i finansowej, gdzie przedstawiciel handlowy miał przekonać partnerów, detalistów i hurtowników, by ci proponowali swoim klientom jego produkty, a nie produkty konkurencji. Czasami spotykam się w firmach z działaniami typu „akcja edukacja”, czyli jedziemy uczyć klientów naszych rozwiązań, bo jak będą je „umieć”, to będą polecać. To jest pierwszy błąd – sama wiedza nie sprzedaje. Drugi błąd polega na tym, że większość szkoleń, prezentacji i ofert to „tylko” słowa. Nie chodzi mi o mit, jaki narósł wokół badań Mehrabiana – „nieważne co mówisz, ale jak mówisz”. Słowa tracą priorytet, gdy nie są spójne z pozostałymi kanałami komunikacji. W innym wypadku są i były najważniejsze. Są jednocześnie niedoskonałe i nadużywane. Ile razy słyszymy, że sprzedawcy „nawijają makaron na uszy” lub „on /ona to jest w stanie przegadać każdego”? Lata mijają, a obsługa klienta w większości przypadków nadal wygląda tak samo. Czasy przegadywania minęły, choć może komuś uda się jeszcze znaleźć niedostatecznie asertywnych i zmęczonych klientów, którzy w końcu ulegną sprzedażowej paplaninie. Moim zdaniem jednak tacy klienci być może zapłacą za produkt/usługę, ale go/jej nie kupią. Nie wrócą, nie polecą, nie zostaną z nami na dłużej. Dlatego spójrzmy, jak prowadzić naszych potencjalnych klientów za pomocą doświadczeń. Tych ostatnich trzeba używać z głową, bo mają ogromną moc, ale... jest to miecz obosieczny.

Poczuj, a będzie ci dane?

Pomówmy teraz o pewnym sprzedawcy szyb samochodowych. Jego firma chwaliła się tym, że ich produkt nie pęka nawet przy mocnym uderzeniu przedmiotem z zewnątrz. Handlowiec jeździł i opowiadał o tym klientom, ale odzew był średni. Po jednym z kwartałów dyrektor sprzedaży zauważył jednak spektakularny wzrost wyników tego sprzedawcy. Co więcej, na koniec roku miał on najlepsze wyniki. Dyrektor poprosił go o podzielenie się swoim doświadczeniem, co robić, aby każdy miał takie wyniki? Sprzedawca zdradził, że zamiast opowiadać o szybach – zabiera jedną na spotkanie i uderza w nią przy kliencie młotkiem. Kiedy ten widzi, że faktycznie szyba nie pęka, wydaje się od razu przekonany do zakupu. Wszyscy byli zachwyceni, a firma wprowadziła nowy standard prezentacji sprzedażowych – od teraz każdy handlowiec miał brać na spotkania szybę i młotek. Minął rok. Sprzedaż wzrosła w całej firmie. Jednocześnie nasz bohater znowu był na czele stawki. Zaintrygowany dyrektor sprzedaży sprawdził, czy w przypadku tego handlowca szczególną rolę odgrywa terytorium, na którym obsługuje klientów, albo czy może odbywa więcej wizyt niż inni? Okazało się, że żaden z tych czynników nie wpływa na jego efektywność. Dyrektor poprosił ponownie, by „top-seller” opowiedział, co robi, że deklasuje konkurencję. Okazało się, że stosuje się do standardu – na spotkania zabiera ze sobą wymagane gadżety – ale zamiast samemu uderzać w szybę, podaje młotek klientowi, aby ten na własnej skórze przekonał się o trwałości produktu.

W tej historyjce zaszyty jest sekret, który jedni z nas wykorzystują lepiej, inni trochę gorzej, a jeszcze inni w ogóle. Otóż sprzedawca szyb zrobił fantastyczną rzecz – pozwolił klientom poczuć swoje rozwiązanie. Zaangażował różne zmysły, aby sami zobaczyli, jakie problemy jego produkt rozwiązuje. Po prostu dał im go doświadczyć. Czy edukował w ten sposób swoich klientów? Zdecydowanie i robił to, być może nieświadomie, w metodyce opisanej przez Davida Kolba. Ten amerykański psycholog i teoretyk uczenia się, już w 1984 roku zasygnalizował kluczową rzecz: „uczenie się to proces, w którym wiedza powstaje poprzez transformację doświadczenia”. Tutaj wrócę do pierwszego problemu, jaki pojawia się przy działaniach typu „akcja edukacja klientów”. Błędem w tym procesie było nastawienie, aby przekazywać wiedzę o swoim produkcie. Klient, pośrednik czy partner B2B nie do końca potrzebuje wiedzy, on potrzebuje zrozumieć, w czym pomaga nasze rozwiązanie. Czysta wiedza może być pewnego rodzaju wsparciem. Wiedzą to ci z nas, którzy lubią się dokształcać, jeżdżą na konferencje branżowe, czytają dodatkową prasę z jakiegoś obszaru, słuchają podcastów z tego tematu. Ale czy klienci fascynują się np. wspomnianymi szybami do samochodów? To ma być po prostu produkt, który działa. Jeśli mam go kupić u ciebie albo zapłacić więcej niż u konkurencji, to nie tyle chcę wiedzieć, co raczej zrozumieć, dlaczego mam to zrobić. Wiedza nie jest równa zrozumieniu. 

Wykorzystałeś swój limit bezpłatnych treści

Pozostałe 56% artykułu dostępne jest dla zalogowanych użytkowników portalu. Zaloguj się, wybierz plan abonamentowy albo kup dostęp do artykułu/dokumentu.

Kilka wariantów prenumeraty Pokaż opcje
Dwutygodniowy dostęp bez zobowiązań Wybieram

Abonament już od 83 zł miesięcznie

Dwutygodniowy dostęp bez zobowiązań

Pełen dostęp do wszystkich treści portalu
to koszt 83 zł miesięcznie
przy jednorazowej płatności za rok

WYBIERAM

Dwutygodniowy dostęp do wszystkich treści
portalu za 99 zł netto, które odliczymy od ceny
regularnej przy przedłużeniu abonamentu

WYBIERAM

Pełen dostęp do wszystkich treści portalu
to koszt 83 zł miesięcznie
przy jednorazowej płatności za rok

Dwutygodniowy dostęp do wszystkich treści
portalu za 99 zł netto, które odliczymy od ceny
regularnej przy przedłużeniu abonamentu

WYBIERAM

Polityka cookies

Dalsze aktywne korzystanie z Serwisu (przeglądanie treści, zamknięcie komunikatu, kliknięcie w odnośniki na stronie) bez zmian ustawień prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez EXPLANATOR oraz partnerów w celu realizacji usług, zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Usługa Cel użycia Włączone
Pliki cookies niezbędne do funkcjonowania strony Nie możesz wyłączyć tych plików cookies, ponieważ są one niezbędne by strona działała prawidłowo. W ramach tych plików cookies zapisywane są również zdefiniowane przez Ciebie ustawienia cookies. TAK
Pliki cookies analityczne Pliki cookies umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania przez użytkownika ze strony internetowej w celu optymalizacji jej funkcjonowania, oraz dostosowania do oczekiwań użytkownika. Informacje zebrane przez te pliki nie identyfikują żadnego konkretnego użytkownika.
Pliki cookies marketingowe Pliki cookies umożliwiające wyświetlanie użytkownikowi treści marketingowych dostosowanych do jego preferencji, oraz kierowanie do niego powiadomień o ofertach marketingowych odpowiadających jego zainteresowaniom, obejmujących informacje dotyczące produktów i usług administratora strony i podmiotów trzecich. Jeśli zdecydujesz się usunąć lub wyłączyć te pliki cookie, reklamy nadal będą wyświetlane, ale mogą one nie być odpowiednie dla Ciebie.